Wspólnota majątkowa i uczuciowa

with 2 komentarze
Pół roku temu spadały na nas płatki róż po pierwszym tańcu, a teraz co najwyżej spadają na nas ubrania z szafy. Mamy bałagan w mieszkaniu, kota, który woła jedzenia, przeprowadzkę przed sobą, kilka drobnych naprawa, skończyła się pasta do zębów, a lodówka świeci pustkami. Codzienność. Ale jest super! Pamiętam zdanie jednego z bohaterów serialu „Dr House” o swoich rodzicach, że „sztuką jest kochać drugą osobę, patrząc na nią codziennie przez kilkadziesiąt lat przy myciu zębów”. Dziś trochę przemyśleń o wspólnocie małżeńskiej…

 Wspólnota nazwiska i powiększonej rodziny.

Mocniej odczułam ją już przy przygotowaniach ślubnych i czuję do dziś – nasze sprawy i decyzje, które podejmujemy są od tej pory wspólne. To, jak wypowiadam się o mojej rodzinie ma wpływ na mojego Męża, to co mówię o jego rodzinie również. Tworzymy rodzinę razem z naszymi przyzwyczajeniami i oczekiwaniami, które wynieśliśmy z domu, począwszy od tego, jak używamy masła (uwierzycie, że mamy tutaj totalnie różne podejście?!:), przez poglądy na temat standardów mieszkania, częstotliwość kontaktów z bliskimi, aż do wartości (czego chcemy od życia, jak planujemy to osiągnąć). Czekają nas też pierwsze małżeńskie święta i konieczność podzielenia tego czasu na dwie rodziny.

Jak wypowiadasz się o rodzinie swojego męża/żony?
Jak dzielicie swój czas dla obu rodzin?
Jakie poglądy i wartości macie wspólne, a co Was różni? 
Czy zdarza Wam się tworzyć obozy w jakiejś sprawie (np. sojusz Mama i Córka vs. Zięć?)

 

Wspólnota problemów.

Dzieliłam się już z Wami zmianą myślenia, która nastąpiła u mnie po ślubie. Teraz trzaśnięcie drzwiami i wylewanie frustracji razem z wodą pod prysznicem nie załatwia sprawy, bo problem ciągle będzie ten sam, kiedy z tej łazienki wyjdę. I będzie taki sam przez całe życie jeśli czegoś z nim nie zrobimy. John Gottman (ten, który bada małżeństwa w laboratorium i przewiduje prawdopodobieństwo rozwodu) w świetnej książce „7 zasad szczęśliwego małżeństwa” pisze o konieczności rozwiązania głównego konfliktu w relacji. Zwykle jest to taki temat, do którego dochodzimy w większości kłótni (czyli tak naprawdę kłócimy się o to samo latami), np. kłócimy się o bałagan w mieszkaniu, niepozmywane naczynia, ale tak naprawdę może chodzi nam o sprawiedliwy podział obowiązków i bycie docenianym, a jeszcze głębiej może o różne wyobrażenia nt. tego jak powinien wyglądać dom i rola kobiety/mężczyzny w naszej relacji.

Zastanów się, jaki jest główny konflikt w Twojej bliskiej relacji. Może Ci pomóc lista potrzeb (link) – często te niezaspokojone potrzeby są źródłem takiego konfliktu.
Jak często jest on powodem napięć?
Co do tej pory zrobiłeś, żeby go rozwiązać?
Jakie widzisz inne opcje? 

 

 

Wspólnota majątkowa.

Śmieję się teraz, że każde pół czekolady, które kupi Mąż należy do mnie. Wspólnota majątkowa to dla mnie nowość zwłaszcza przy planowaniu większych wydatków. Widzę też duży wpływ podejścia do pieniędzy, które wynosimy z naszych rodzin i naszych nawyków wydawania i oszczędzania. U mnie jest różnie. Lubię oszczędzać na sposób krakowsko-centusiowy:) np. szkoda mi kupować bilet na trzy przystanki tramwajowe i prędzej się przejdę na nogach (z czego mój Mąż się śmieje, a czasem go to denerwuje), ale nie żałuję pieniędzy kupowania książek/uczestnictwa w konferencjach i szkoleniach, traktuję je jako inwestycję w siebie. Wydaję na to, co jest dla mnie ważne. Z kolei nie znoszę zakupów ubraniowych (ubranie jest wygodne, pasuje do wielu elementów stroju, nie trzeba go prasować i jego zakup nie trwa dłużej niż 10 minut). Mój Mąż z kolei długo planuje swoje wydatki i sprawdza dostępne opcje, a dla mnie spędzanie wielu godzin nad wyborem telefonu czy komputera, (który będzie tak samo dzwonił i wysyłał maile) jest często niezrozumiały.

I jak to pogodzić? Wspólne konto? Podział wydatków? Czy mamy się sobie tłumaczyć nawzajem z większych wydatków? My zostawiamy sobie tutaj spory kredyt zaufania i elastyczność, a większe wydatki np. samochód planujemy razem. Spotkałam pary, które mają bardzo różne podejście np. do wspólnego konta, ciekawie pisze o tym Michał Szafrański na swoim blogu (link).

Tak na marginesie wydaje mi się, że w Polsce lepiej widziane jest narzekanie, że się nie ma pieniędzy, że na nic nas nie stać i w ogóle bieda, że posiadanie pieniędzy jest jakby wstydliwe. Nie wiem, czy macie podobne wrażenie? Jakie macie podejście do wspólnoty majątkowej i wydawania pieniędzy?

 

Wspólnota uczuć

Wyobraź sobie, że twój mąż/żona albo bliska Ci osoba czuje się zfrustrowana w pracy i narzeka. Co zrobisz?

a) będziesz ją/go przekonywać, że przecież ma fajną pracę, a inni mają gorzej
b) poszukacie wspólnie powodów niezadowolenia i co z nimi zrobić

Ktoś powiedział coś na temat twojego męża/żony, co go/ją obraziło, Ciebie ta uwaga w ogóle by nie poruszyła. Co zrobisz?

a) powiesz, że nie ma się czym przejmować i że ma lekką paranoję
b) zastanowisz się, co stoi za taką jego reakcją, czego może potrzebować w tym momencie (przypadkiem masz przy sobie listę potrzeb, która może Ci pomóc zlokalizować potrzeby:)

Zajęło mi trochę czasu, żeby zrozumieć i ciągle sobie to uświadamiam: To, co ktoś przeżywa jest prawdziwe dla niego. Nic nie da zaprzeczanie czyimś uczuciom, nie da się kogoś przekonać: „nie powienieneś się tak czuć i myśleć”. Możemy pomóc zrozumieć przyczyny, potrzeby, poszukać rozwiązań, ale z uczuciami się nie dyskutuje (czasem próbujemy im zaprzeczać – patrz punkty a) w powyższych przykładach i zwykle wychodzi bez sensu).

Za każdym razem, kiedy dajemy wsparcie, dobre słowo, dotyk, bliskość, uwagę i zrozumienie, doładowujemy nasze konto emocjonalne  – jak pisał Stephen Covey, czyli zbieramy sobie taki kredyt, który może nam się przydać na trudniejsze czasy, kiedy będziemy bardziej zabiegani, zmęczeni, nieznośni dla siebie.

 

Wspólnota przeżyć.

Moja ulubiona ostatnio, bo dużo się dzieje i lubię takie zmiany przeżywać wspólnie! Bycie gospodarzami i organizatorami wielkiej imprezy ślubnej, zakup i pierwsze sprzątanie samochodu, w którym podziwiałam troskę mojego męża o szczegóły, pierwsza przejażdżka samochodem (i moje 120 na liczniku podkarpackiej autostrady), zmiany w naszej pracy. Przeżywanie i mówienie o tym, co się stało, czego się nauczyliśmy, co dalej? Poznawanie swoich mocnych stron i momentów, w których potrzebujemy swojego wsparcia. I słuchanie nawet i zwłaszcza kiedy nam się nie chce, albo jesteśmy zmęczeni.

Czy wiesz, co się teraz ważnego dzieje u bliskiej Ci osoby?
Co przeżywa? Czym się stresuje?
Na co czeka? Czym się cieszy?
O czym marzy?
Czy macie wspólne plany i rozmawiacie o nich?
Jak się nawzajem wspieracie?

Która z tych wspólnot jest dla Was w tym momencie najistotniejsza? 

A może dodalibyście coś do tej listy?

Follow Kasia Frużyńska:

Jestem psychologiem, trenerem i coachem. Wierzę, że ludziom chce się mądrze kochać, sensownie pracować i dobrze odpoczywać. W swojej pracy pomagam ludziom lepiej się porozumiewać, mniej stresować, łączyć pracę i życie rodzinne, spełniać swoje cele i marzenia. Zapraszam do kontaktu! www.zblyskiemwoku.pl

  • Kasiu bardzo dobry tekst. Taki do którego chce się wracać co jakiś czas, żeby sobie odpowiedzieć na te same pytania w różnych momentach życia. Po kilku latach małżeństwa ta wspólnota staje się tak oczywista, że czasami aż trudno wydzielić odrębną przestrzeń i pomyśleć "moje pieniądze" czy "moja rodzina". Przynajmniej u nas tak jest;)

    • Dziękuję, wciąż wracam do tych samych pytań. I mam nadzieję, że dojdziemy do stanu takiego połączenia, o którym piszesz z zachowaniem zdrowej odbrębności i wolności!